Pamiętamy

 

LIYA

 

15.08.2003 r. - 17.05.2008 r. 

 

Liya przyjechała do nas z Białorusi 7.03.2004 r. Była prawdziwą damą, która niczego nie robiła pochopnie. Uwielbiała pieszczoty, wyczesywanie i spanie w naszym łóżku na poduszce. Nie znosiła jazdy samochodem i psikania aerozolem (o czym boleśnie przekonała nas u weterynarza). Była naszym domowym stróżem, gdyż warczała, gdy ktoś obcy zbliżał się do drzwi. I pięknie śpiewała na widok ptaszka. Potrafiła aportować myszkę, a jej ulubioną zabawką była palemka z kolorowymi piórkami. Dała nam wiele miłości a nasze życie wypełniała radością z bycia przy niej. Byliśmy przy niej do końca... Zbyt szybkiego końca...

 

 

Panie Boże, nie jestem aniołem,
dziś niewielu jest takich na świecie,
może ci, co na ziemskim padole
pokochali zwierzęta i dzieci.

Panie Boże, powiedziałeś "Proście",
rzekłeś "Proście, a będzie wam dane".
Wiesz, że wczoraj po Tęczowym Moście
szła do Ciebie nasza kotka ukochana?

Panie Boże, poznasz ją z łatwością,
miała sierść jedwabistą, cztery łapki, ogon,
proszę, o Panie, zawołaj ją głośno,
bo miała w zwyczaju nie słuchać nikogo.

Panie Boże, nie proszę dla siebie,
znajdź jej jakąś osobę przyjazną,
by głodna i smutna nie była i żeby
przy kimś bezpiecznie mogła zasnąć.

Panie Boże, a gdy tak się stanie,
że i nas zabrać stąd będzie trzeba,
pozwól, by wyszła nam na spotkanie,
kiedy będziemy wędrować do nieba...

 

 

Marta Chociłowska-Juszczyk  "Wiersze z kotem"